Uaktualnienie fotorelacji ze Strasburga

Koleżanka Paulina była tak miła że podrzuciła mi zdjęcia które sama robiła. Ich niewątpliwą zaletą jest wysoka jakość, a wadą że jestem na nich ja... Enłej zapraszam do uaktualnionego picasawebalbumu...

To już koniec

Trzeba wrócić do Krakowa. Ostatnie kilka dni było mniej intensywnych w sensie konferencyjnym, pozwiedzaliśmy Strasburg, pofotkowałem troszkę i wrzuciłem na Picasę. Musi wystarczyć za resztę relacji bo coś niewyspany jestem, alkohol+żarcie na wieczór zakłócają sen.

emrs2009

Ciekawostki

Coś za poważne mam podejście od tematu. Ale kiepsko śpię w hotelu - wina darmowego WiFi? Postaram się nadrobić. Przede wszystkim dlaczego warto zwiedzać postery (nawet jeśli jest ich setki)? Dla takich kwiatków of kors:

From emrs2009


Albo aby poobserwować ludzi. Konferencje przyciągają oryginałów jak lampa ćmy. Nie starczyło by miejsca na karcie aby ich wszystkich sfotografować. Od pierwszego dnia miałem ochotę na zdjęcie pewnego gościa. Ale przecież nie wyjmę aparatu i nie strzelę mu fotki centralnie. Na szczęście we wtorek zauważyłem go siedzącego spokojnie. Ustawiłem Paulinę i udając że obfotografowuję ją strzeliłem mu kilka fotek. Nie są takie wstrząsające jak widok żywego egzemplarza ale zawsze:

From emrs2009


Po prostu rudy hindus(?) z malunkiem na czole. Każdego dnia minimalnie innym. Kontrast z garniturem był piorunujący.

E-MRS - po co to wszystko?

Poniedziałek był niezwykle męczący - cały dzień wykładów. Najgorsze jest to że były interesujące i wrodzona ciekawość nie pozwalała wyjść. Na szczęście szybki rzut okiem na wtorkowy rozkład zajęć ujawnił dużą lukę w postaci nudnej porannej sesji.

Ale może najpierw wyjaśnię pojęcie superkonferencji jaką niewątpliwie jest E-MRS. Masa ludzi: 2200 partycypantów, podzielonych na równoczesne sesje ponazywane od A do R... Sama książeczka z abstraktami jest grubości sporego modlitewnika. Szef i ja jesteśmy zaangażowani w sesję R (arrrr...) a Paulina w P (lub też P jak Paulina). Problemem jest nawet spotkanie się na kawie - na szczęście są telefony.

Pozamerytoryczna otoczka konferencji zostawia wiele do życzenia. Przerwy na kawę potraktowano bardzo literalnie - jest tylko kawa lub herbata, ewentualnie woda mineralna. Żadnego ciacha! Jak ja mam wpatrywać się w ekran rzutnika bez cukru krążącego w krwiobiegu? Lancze (że tak napiszę) też nie powalają na kolana - a to przecież Francja. Powala za to skala przedsięwzięcia - nakarmić ponad 2000 ludzi. Samo centrum kongresowe w którym odbywa się konferencja jest betonowo - szklano - nowoczesne. Zresztą - tejk a luk:

From emrs2009


From emrs2009


From emrs2009

Le Bristol

Hotel Bristol (a raczej le Bristol) to całkiem miłe miejsce - jest darmowe WiFi, łazienka ma wannę, a robali nie ma. Za to widok (a raczej jego brak) mam wspaniały, zamieszczam panoramę z okna. Ale jest blisko do centrum. Poza tym symetria w przyrodzie jest - ja mam pokój 401 a szef 104.

From emrs2009

Strasburg by flight

Po dotarciu do Balic przyszła pora na prawdziwy odlot. Czeskimi liniami. Cytaty:
System nie działa więc bilety na trasę Praga-Strasburg musi Pan odebrać w Pradze

a w Pradze 30 minut na przesiadkę. Na szczęście Praga erport nie jest największy w Europie...
Lot ATR-em to średnia przyjemność ze względu na hałas. Ale cała nasza trójka - mój szef i koleżanka Paulina - przeżyła. Nie zabiły nas nawet suche buły serwowane na pokładzie. Tak czy siak bez opóźnień (nie to co kolega md) wylądowaliśmy na miejscu.

Podróż do Strasbugra

Wybrałem się na pierwszą od wielu lat konferencję. Wybór padł na E-MRS w Strasburgu. W ramach spędzania wolnego czasu będę raportował o postępach w zwiedzaniu.

Pierwszy zabawny akcent - podróż z Dworca Głównego w Krakowie na Balice. Ekspres Balice to wyeksploatowany skład ze śmierdzącym dieselem na pokładzie. Kiedyś jechałem nowszym, ale tej niedzieli mi się nie udało. Najpierw chciałem kupić bilet w automacie. Niestety wszystko wyjaśnią zdjęcia:

From emrs2009


From emrs2009


Kobieta siedząca koło mnie miała dwie zadziwiające cechy. Po pierwsze siedząc i nie pochylając się udawało się jej trzymać piersi na kolanach. Po drugie rozmawiając z mężem(?) potrafiła dotknąć językiem czubka nosa. Obrzydlistwo w brytyjskim wydaniu - what has been seen can not be unseen...

Ciąg dalszy nastąpi