Poniedziałek był niezwykle męczący - cały dzień wykładów. Najgorsze jest to że były interesujące i wrodzona ciekawość nie pozwalała wyjść. Na szczęście szybki rzut okiem na wtorkowy rozkład zajęć ujawnił dużą lukę w postaci nudnej porannej sesji.
Ale może najpierw wyjaśnię pojęcie superkonferencji jaką niewątpliwie jest E-MRS. Masa ludzi: 2200 partycypantów, podzielonych na równoczesne sesje ponazywane od A do R... Sama książeczka z abstraktami jest grubości sporego modlitewnika. Szef i ja jesteśmy zaangażowani w sesję R (arrrr...) a Paulina w P (lub też P jak Paulina). Problemem jest nawet spotkanie się na kawie - na szczęście są telefony.
Pozamerytoryczna otoczka konferencji zostawia wiele do życzenia. Przerwy na kawę potraktowano bardzo literalnie - jest tylko kawa lub herbata, ewentualnie woda mineralna. Żadnego ciacha! Jak ja mam wpatrywać się w ekran rzutnika bez cukru krążącego w krwiobiegu? Lancze (że tak napiszę) też nie powalają na kolana - a to przecież Francja. Powala za to skala przedsięwzięcia - nakarmić ponad 2000 ludzi. Samo centrum kongresowe w którym odbywa się konferencja jest betonowo - szklano - nowoczesne. Zresztą - tejk a luk:
0 komentarze:
Prześlij komentarz