Deszczowa pogoda skłania

Więc każda myśl zaczyna się od czegoś na mentalny kształt newtonowskiego jabłka. Szedłem sobie piechotą z osiedla Kolorowego (które jest raczej definicją braku kolorów) w towarzystwie padającego deszczu. Dochodziłem do przystanku na rondzie Kocmyrzowskim, ale oczywiście zobaczyłem już tylko tył tramwaju. Gdyby było ładnie to pewnie tramwaj by zaczekał, a tak pełny murphy – leje – uciekł.

Na przystanku został tylko starszy pan. Za chwilę przyjechały pod rząd dwa tramwaje jadące w nieco innym kierunku. I tu, po przydługim wstępie pojawia się wreszcie zdumienie. Starszy pan do nich nie wsiadł. A z tego przystanku odjeżdżają tramwaje tylko w dwa kierunki. Kiedy przyjechało coś wreszcie “do mnie” on dalej stał. Zawsze zastanawiam się czy ja też kiedyś zostanę na jakimś przystanku i będę czekał w deszczu, patrząc na spadające krople. Granica dzieląca nas od utraty zdrowego rozsądku jest naprawdę cienka, szaleństwo – zwłaszcza takie niewinne – jest o krok. Co się musi wydarzyć? Bezrobocie? Śmierć kogoś bliskiego? A może przewrotnie – coś banalnego, rano zimna nomen omen woda w kranie przepełniła czarę goryczy?

“[…] Ty, jeśli czekasz jakichś morałów, / nie czekaj dłużej. Czasu jest mało. // Bądź dobry. Kochaj. Starzej się z wdziękiem. / Zamki są słabe. Szyby są cienkie.” (Jacek Dehnel, “Przyjęcie”)

0 komentarze: