Jestem wyczerpany kompletnie. Depleted. Wampir energetyczny w postaci 97 stron bogatego w ilustrację tekstu pożarł mnie prawie zupełnie. Ale jestem już po egzaminach i obronie. Pan doktor.
Biorąc pod uwagę otaczającą mię rzeczywistość zupełnie to do mnie nie dociera. Żona ma będąc dwa tygodnie przed terminem porodu złamała sobie rękę. Córka - jak to 20 miesięczne dziecko - lubi wyczerpać zapasy cierpliwości tatusia. Just f**ing great. Bezczelnie wykorzystujemy teściów i dzisiaj siedzieliśmy u nich od rana. Niech się dziadkowie wykażą w opiece nad dziećmi i wnuczką. Utuczony mogłem spokojnie sobie poczytać. "Po zmierzchu" Murakamiego świetnie puentuje świąteczną atmosferę, szkoda że książka taka krótka. Chciałem kupić "Lód" Dukaja (to taka dygresja a propos długości , dla tych co nie wiedzą pan Dukaj napisał 1100 stronicową powieść) ale w okolicznej księgarni już go wyprzedali, dopadnę go w Nowym Roku. Jeszcze jutro wypoczynek a w czwartek powrót do rzeczywistości.
W czwartek idę na pogrzeb profesora, kolegi z pracy, recenzenta mojej pracy doktorskiej. Zmarł w nocy przed obroną, zaręczam że nie z mojej winy. Na szczęście dla mnie obowiązków związanych z recenzją dopełnił. Niemniej czuję się zobowiązany do złożenia ostatniej wizyty, chociaż z przekonań wewnętrznych na pogrzeby nie chodzę. Poza tym takie coś skłania...
Miszyn komplit
Autor:
Leszek
on wtorek, 25 grudnia 2007
Etykiety:
praca śmierć życie,
strata czasu,
teoretycznie praca
1 komentarze:
Pogratulować!
Prześlij komentarz